Jak każdy z nas, mam swoją hierarchię wartości i jak większość ludzi, na samym szczycie tej piramidy stawiam rodzinę. To ona jest fundamentem naszego rozwoju, kolebką życia. Jest wszystkim...? Wisława Szymborska napisała:
„Wszystko -
słowo bezczelne i nadęte pychą,
[...]skupia, obejmuje, zawiera i ma.
A tymczasem jest tylko
strzępkiem zawieruchy.”
Dlatego czasem zastanawiam się czy nie powinna być oddzielnym przedziałem, przez moment tym „strzępkiem zawieruchy”...
Kocham moją rodzinę, szanuję, podziwiam, lecz czasem chciałabym, choć na chwilę się od niej odciąć. Pozwolić sobie odetchnąć od tych wszystkich zobowiązań, relacji jakie nas otaczają. Moi rodzice nie są ze sobą już prawie dwa lata. Miało być lżej, pewniej, ale z każdym rokiem jest coraz gorzej... Mieliśmy dostać ten spokój, który mama tak bardzo chciała nam zapewnić. Ona dostała chorobę, my odpowiedzialność za całą sytuację. Wiadomo jest, że gdy rodzice burzliwie się rozchodzą starają się o to, aby dzieci nie wpadały w poczucie winy, ale z autopsji wiem, że nie da się tego uniknąć. My - dzieci cierpimy najbardziej. Jestem w tym, tworzę tą rodzinę i teraz nagle miało by się wszystko rozpaść? Czy coś zrobiłam nie tak? Zwykle nie dostajemy odpowiedzi, która całkowicie temu zaprzeczy. W dodatku, nieoczekiwanie pod wpływem sytuacji ci jeszcze bliscy ludzie zaczynają się zmieniać, dzielą na dwa obozy, dziadkowie ojca przejmują stery nad sprawą i nad nim samym. Tworzy się mała mafia. Teraz, kiedy już poznałam swoją rodzinę od innej strony, nabrałam doświadczenia. Dowiedziałam się ile ludzie są w stanie zrobić dla pieniędzy i miłości. Dwie skrajne wartości walczące ze sobą w sądzie. Z mojego punktu widzenia ta pierwsza jest przegrana, ale prawda jest taka, że w dzisiejszym świecie pieniądze bardzo wiele znaczą i przewyższają miłość, czego przykładem jest moja obecna sytuacja. Jestem po między młotem a kowadłem. Miłością, a pieniędzmi. Wiem, jestem brutalna mówiąc, że mój ojciec nie ma miłości tylko kasę, ale ewidentnie daje mi to do zrozumienia. Jego ojciec mawia „żeby mieć miłość trzeba mieć pieniądze”. Co wybrać? Chyba odpowiedź sama się nasuwa. Nigdy nie byłam materialistką. Jestem gotowa wszystko pozostawić. Stawiam czoła kłamstwom, obelgom i obłudzie. Pomagam mamie przez to przejść. Chcę wyciągnąć ją z tej matni, bo to ona scala naszą rodzinę. Nie znam człowieka, który tak poświęca się dla innych. Jestem gotowa walczyć o to co najważniejsze, choć moja miłość do ojca nie wygasła. Mam nadzieję, że kiedyś mi przebaczy i zrozumie dlaczego to zrobiłam. Gdy po tej sądowej burzy przyjdzie spokój, skupię się na szerzeniu horyzontów. W przyszłości wyfrunę z gniazda i ze świadomością, że już wszystko dobrze, będę mogła pobyć sama ze sobą, ze swoimi własnymi problemami, marzeniami. Będę miała ten swój własny przedział.
Nareszcie weekend. Czekałam na niego caały tydzień. Nie przeczę, że był BARDZO pracowity, no ale wzięłam się za siebie i to dlatego. Powiedziano mi, że za dużo biorę sobie na głowę i muszę z czegoś zrezygnować. No tak... kocham śpiewać, a dziennikarstwo radiowe to mój żywioł. Do tego nauka, która jest kluczem do korzystania w pełni z moich umiejętności. Jednak to, co mówią to prawda. Sama czuję, że mam dużo na głowie, ale od zawsze uważałam, że należę do osób zorganizowanych. Trochę się pomyliłam, albo przestałam w to wierzyć. I dlatego, te sprawy zaszły odrobinę za daleko. Czuję na sobie ten natłok obowiązków i wielką odpowiedzialność i lojalność wobec innych (np. mojego nauczyciela śpiewu. Już mi się trochę oberwało.) Nie poddaję się, bo zależy mi na radiu i na muzyce, i w szkole chcę być z siebie dumna. Cały tydzień harowałam jak wół. No, ale opłaciło się. Co prawda nie można przestawić się tak od razu. W tym tygodniu skupiłam się na naprawianiu błędów i przyswajaniu nowych nawyków. Dostałam dwie czwórki, jedną 5 . Jak na początek to całkiem nieźle. Jeśli chodzi o śpiew to jak wcześniej wspomniałam dostałam burę. Postanowiłam już nic nie obiecywać (bo ja tak lubię, a potem jest nie fajnie) tylko wziąć się do roboty. Właśnie jestem w trakcie przyswajania piosenki na konkurs kolęd :)
Dziś odpoczywam, chilloutuję się. Zaraz polecę po Desperadoska, włączę „Lazy Hours” i klapnę się na kanapie. Szkoda, że nie mam wanny (tylko prysznic)niestety . No, a jutro na 10 do swojej starej szkoły na próbę. Śpiewam dla ludzi z hospicjum. Będzie to montaż poświęcony tym ludziom przeplatany ich wierszami i naszymi piosenkami. Myślę, że warto czasem wziąć udział w tego typu wydarzeniach. Po próbie do domu i kuć kuć kuć. Wieczorem przyjeżdża Siostrzyczka ze swoim chłopcem. I potem niedziela i znów do szkoły, audycja, śpiew, korki chemia, historia, śpiew i piątek... i tak w kółko. Jak na razie... chillout
Już mi przeszło. To było chwilowe użalanie się nad sobą... No, ale czasem trzeba.
Jest coraz lepiej. W szkole jakoś leci. Powoli, ale leci do góry :)
Mam nową przyjaciółkę – Nutkę. Jesteśmy razem w naszym kwartecie, ale i nie tylko już teraz. Spotykamy się najczęściej jak się da. Jest wielką bombą energii. Zawsze pogodna i uśmiechnięta. Za każdym razem znajdzie wyjście z trudnej sytuacji. Ma głowę na karku. Jest ułożona i raczej wie czego chce. Uduchowiona jak Balerin. Jest po prostu sobą. Zawsze. To mi się podoba w niej najbardziej. Ona nie musi nikogo udawać. Ma jedną twarz, ale jednocześnie nie jest przez to nudna.
Obecnie moje życie skupia się na nauce i celach jakie postawiła mi Siostra. UW dziennikarstwo i wspólne mieszkanie... Marzenie :) No, ale dlatego biorę się w garść i sprawdzam czy jestem w stanie to osiągnąć.
Bonobo
Palę częściej. Moje rozdwojone jaźnie (czyt. ja) nie mogą znaleźć sobie miejsca. Wpadłam w dołek najtańszych ocen (czyt. niedostatecznych). Będę próbowała się z niego wygrzebać, ale nie wiem w jaki sposób mam to zrobić. Jeszcze nie wiem. Mama jest BARDZO nie zadowolona. No, bo tak na zdrowy rozum, to wciąż trzymam ją w kłamstwie, ale nie tylko ją. Przede wszystkim samą siebie. Zapewniam się, że jest ok. A nie jest. Jest coraz gorzej. Nie dzieje się to przez śpiewanie, nie przez radio, przez lenistwo tylko i wyłącznie. To się robi aż śmieszne. Tyle ludzi na świecie się uczy, wie, że musi. A ja wiem, że muszę, a mam to w dupie (podświadomie).
Długi weekend. Specjalny czas dla mnie, szansa na wygrzebanie. Łopata lub lina. Tego jeszcze nie wiem.
Odnośnie poprzedniej notki. Za dużo wymagam od siebie w sprawach marzeń, a za mało w sprawach obowiązków...
